Tylko jednego zwycięstwa brakuje hokeistom nowotarskiego Podhala do tytuły Mistrza Polski. W dniu wczorajszym popularne "Szarotki" pokonały po raz trzeci Cracovię 5:2. Stan rywalizacji do czterech zwycięstw 3:1, można uznać za dużą sensacje. Zespół, który rzutem na taśmę wystartował w obecnych rozgrywkach hokejowych, w końcówce sezonu gra niezwykle walecznie i skutecznie. Dwa pierwsze spotkania play-off nowotarżanie wygrali na gorącym terenie w Krakowie. Jakby tego było mało, krakowianie jeden punkcik w rywalizacji zanotowali tylko i wyłącznie z urzędu. Ze względu na wyższe miejsce w lidze przystąpili do rywalizacji z Podhalem z jednopunktowym bonusem. Jak pokazywały mecze rundy zasadniczej PLH, Cracovia nie powinna mieć żadnych problemów z "Góralami", również w finale. Realia są jednak takie, że Cracovia jest pod ścianą i musi wygrać dzisiejsze spotkanie, by liczyć się w rozgrywce. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że korona Mistrza Polski wróci do mekki hokeja...
Podhale- Cracovia 20.15
Jeszcze przed rywalizacją w Nowym Targu koszykarki Wisły rozegrają ostatni mecz rundy zasadniczej PLKK. Przeciwniczkami Wiślaczek będą koszykarki z Pruszkowa. Mecz obu drużyn nie ma większego znaczenia dla Wisły, która bez względu na wynik w pierwszej rundzie zagra z CCC Polkowice. Przed Wisłą trudne zadanie, warto więc sprawdzić w jakiej formie są krakowianki przed kluczowymi meczami sezonu.
Wisła Can-Pack- Blachy Pruszyński Lider Pruszków 18.00
Po drugiej stronie Polski do rywalizacji w ćwierćfinale Remes Pucharu Polski przystąpią piłkarze Wisły. Przeciwnikiem "Białej Gwiazdy" będzie zaprzyjaźniona Lechia. Rywalizacja zapowiada się niezwykle ciekawie, ze względu na debiut Henryka Kasperczaka. Popularny szkoleniowiec, gdy poprzednio był trenerem Wisły, nie miał piorunują początku. Tym razem nie ma czasu na aklimatyzację. Wisła musi wygrywać , by obronić tytuł Mistrza Polski. Rozgrywki Pucharu Polski będą świetną formą sprawdzenia, czy magia Kasperczaka działa...
Lechia- Wisła 17.15
środa, 17 marca 2010
środa, 3 marca 2010
Pomeczowy wywiad z Liron Cohen
Szczęśliwa z awansu, zła na PZKosz
Wisła Kraków dzięki zwycięstwu nad Frisko Sica Brno awansowała do turnieju Final Four Euroligi. To co jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się niemożliwe, dzisiaj stało się faktem. Jedną z bohaterek rywalizacji była Liron Cohen, która kilka sekund po zakończeniu spotkania wskoczyła na trybuny, by podzielić się z kibicami swą radością. Jakby tego było mało, sympatyczna Izraelka, po chwili przejęła mikrofon i zaintonowała jedną z piosenek na cześć „Białej Gwiazdy”.
Nie wiedziałem, że jesteś tak dobrą piosenkarką i znasz tak wiele „wiślackich” piosenek.
LIRON COHEN: Miałam powód by się nauczyć. Ten klub znaczy dla mnie bardzo dużo. Wisła jest w moim sercu i myślę, że to widać. Chciałam cieszyć się razem z kibicami i pokazać im, że doceniam ich niesamowity wkład w nasz sukces.
Jeśli jesteśmy przy temacie kibiców, jak oceniasz ich postawę w czasie waszej rywalizacji?
LIRON COHEN: Według mnie to kibice przeważyli szalę na naszą korzyść i dzięki nim zakwalifikowałyśmy się do Final Four. Dzisiaj, gdy nam nie szło, właśnie fani podnieśli nas na duchu. Oni napawali nas ochotą do walki i pracowałyśmy ciężko, by wykorzystać przewagę własnego parkietu. Mam nadzieję, że będą z nami przez całą resztę sezonu.
Przed dzisiejszym meczem wiedziałyście, że to będzie „wojna” i tak właśnie było. Jakie są Twoje wrażenia po dzisiejszym spotkaniu?
LIRON COHEN: To był niezwykle trudny mecz. Najtrudniejszy jaki rozegrałyśmy w Eurolidze. Frisko Sika jest bardzo dobrym zespołem i sprawa awansu wahała się do ostatniej minuty, a nawet sekundy meczu. Jestem szczęśliwa, że w tej edycji Euroligi nie przegrałyśmy w Krakowie żadnego spotkania. Zrobiłyśmy to, wygrałyśmy najważniejszy mecz i myślę, że to jest wspaniałe.
W rozgrywkach finałowych Euroligi zmierzycie się z Ros Casares Walencja. Hiszpanki będą faworytkami. Jak oceniasz szanse Wisły w tym spotkaniu?
LIRON COHEN: Na początku sezonu miałyśmy grać w Pucharze FIBA. Później okazało się, że jednak zagramy w Eurolidze. Następnie wygrałyśmy grupę, a teraz jesteśmy w finałach. Nic sobie nie obiecywałyśmy, ale krok po kroku udowodniłyśmy, że jesteśmy dobrym zespołem. Ros Casares to świetny zespół, ale dlaczego miałybyśmy z nimi nie wygrać, jeśli już tyle osiągnęłyśmy? Wierzę, że ten sen może trwać nadal.
Lada chwila wyjeżdżacie do Gdyni na turniej finałowy Pucharu Polski, gdzie zmierzycie się z Lotosem. Uda wam się w dwa dni odbudować, po serii trudnych spotkań w Eurolidze?
LIRON COHEN: Po pierwsze, uważam, że polska federacja koszykówki powinna się wstydzić. Jutro musimy wyjechać, by po dziesięciu godzinach dojechać do Gdyni. Reprezentujemy Polskę i powinnyśmy być wspierane w tym co robimy przez rodzimy związek. To jest chora sytuacja, gdy my dzień po awansie do Final Four musimy jechać na kolejny ważny dla nas turniej. Ktoś powinien się obudzić i wcześniej to sprawdzić. Sytuacja jest trudna, ale my zamierzamy pojechać do Gdyni i zrobić wszystko, by zdobyć Puchar Polski.
W Krakowie rozmawiał Kamil Dulański
Wielki mecz w Krakowie
Już w dniu dzisiejszym koszykarki krakowskiej Wisła podejmą Frisco Sika Brno. Stawką meczu jest awans do turnieju finałowego Euroligi. Podobnie jak wcześniej, tak i tym razem na meczu będzie obecny Niecodziennik Sportowy, który szeroko zrelacjonuje środowe spotkanie. Więcej informacji w godzinach wieczornych...
niedziela, 28 lutego 2010
Justyna Kowalczyk- Jej bieg, nasze łzy
Oglądając wczorajszy bieg Justyny Kowalczyk o mało się nie popłakałem. Cóż zrobić, już taki jestem, że gdy nasi osiągają sukcesy, strasznie to przeżywam. Wydaje się, że moje wzruszenie było o wiele większe, niż samej zainteresowanej, która do największego sukcesu życiowego podeszła z niezwykłym spokojem. Szczególnie podejście "Królowej Śniegu" było widoczne w rozmowach z mediami. Wręcz odniosłem wrażenie, że Justyna nie potrafi się cieszyć własnym sukcesem. Spodziewałem się łez, patetycznych wyznań, ale tego w wykonaniu Justyny nie doświadczymy.
Jednak, jeśli się głębiej zastanowić, trudno się dziwić takiemu zachowaniu. Ogromna presja, wytworzony(głównie przez media) konflikt z Marit Bjoergen, plus masa nieprzyjemności organizacyjnych, których doświadczyła. To wszystko, a może i więcej sprawiło, że Justyna komentuje sukces życiowy krótko:
Fajnie było wygrać z Marit.
Czy to, że wygrała z Norweżką jest najważniejsze? Chyba nie. Istotny zdaje się być fakt zdobycia złota, ale dla niej pokonanie Bjoergen stało się celem numer jeden. Celem który osiągnęła, a który sam w sobie nie może dać największej radości. Takiej radości jaką daje zdobycie medalu, bez tych wszystkich rozgrywek poza sportowych. Tak Justynie, jak i Marit nie udało się uciec od niepotrzebnych utarczek, na których tak zależało mediom w Polsce i Norwegi. W którymś momencie klimat sportowego święta został zmącony. Kowalczyk zdaje się być bardziej zmęczona psychicznie, niż fizycznie.
Inną sprawą jest fakt, że Justyna nigdy nie będzie gwiazdą i swoim zachowaniem wzbrania się od tego, by wpakować ją w jakiś medialny, kolorowy papierek. Nie chce być bohaterką narodową. Świadoma tego co ją czeka w najbliższych tygodniach, odcina się od tej roli. Trudno się dziwić, że stara się komentować swój ogromny sukces w stonowany sposób. Być może sama nie chce nakładać na siebie tego balastu. Wydaje mi się, że jako wybitny sportowiec ma do tego pełne prawo.
Justyna nie emanuje emocjami, ale być może właśnie to sprawia, że jest w stanie miesiącami wykonywać samotną pracę i osiągać sukcesy.Być może jest cicha i spokojna, po to żebyśmy my kibice mogli krzyczeć i płakać oglądając ostatnie metry biegu z jej udziałem. Chwała jej za to.
Jednak, jeśli się głębiej zastanowić, trudno się dziwić takiemu zachowaniu. Ogromna presja, wytworzony(głównie przez media) konflikt z Marit Bjoergen, plus masa nieprzyjemności organizacyjnych, których doświadczyła. To wszystko, a może i więcej sprawiło, że Justyna komentuje sukces życiowy krótko:
Fajnie było wygrać z Marit.
Czy to, że wygrała z Norweżką jest najważniejsze? Chyba nie. Istotny zdaje się być fakt zdobycia złota, ale dla niej pokonanie Bjoergen stało się celem numer jeden. Celem który osiągnęła, a który sam w sobie nie może dać największej radości. Takiej radości jaką daje zdobycie medalu, bez tych wszystkich rozgrywek poza sportowych. Tak Justynie, jak i Marit nie udało się uciec od niepotrzebnych utarczek, na których tak zależało mediom w Polsce i Norwegi. W którymś momencie klimat sportowego święta został zmącony. Kowalczyk zdaje się być bardziej zmęczona psychicznie, niż fizycznie.
Inną sprawą jest fakt, że Justyna nigdy nie będzie gwiazdą i swoim zachowaniem wzbrania się od tego, by wpakować ją w jakiś medialny, kolorowy papierek. Nie chce być bohaterką narodową. Świadoma tego co ją czeka w najbliższych tygodniach, odcina się od tej roli. Trudno się dziwić, że stara się komentować swój ogromny sukces w stonowany sposób. Być może sama nie chce nakładać na siebie tego balastu. Wydaje mi się, że jako wybitny sportowiec ma do tego pełne prawo.
Justyna nie emanuje emocjami, ale być może właśnie to sprawia, że jest w stanie miesiącami wykonywać samotną pracę i osiągać sukcesy.Być może jest cicha i spokojna, po to żebyśmy my kibice mogli krzyczeć i płakać oglądając ostatnie metry biegu z jej udziałem. Chwała jej za to.
sobota, 27 lutego 2010
Krótko i na temat: Blamaż krakowian na starcie rundy wiosennej Ekstraklasy
Nie mają powodu do radości krakowscy kibice piłki nożnej. Tyczy się to zarówno fanów z Reymonta, jak i tych z drugiej strony Błoń. Cracovia przegrała w dniu wczorajszym mecz z Legią 1:2, a Wisła nie odczarowała stadionu w Bełchatowie i uległa GKS-owi 0:1.
Wszystko we wczorajszym meczu Cracovii wskazywało, że trzy punkty pozostaną na Suchych Stawach, gdzie w rundzie wiosennej rozgrywane będą "domowe" mecze obydwu krakowskich drużyn. Nie dość, że Cracovia prowadziła 1:0 po golu Pawlusińskiego, to jeszcze z boiska wyleciał Dickson Choto. Podwójna przewaga nie była jednak w stanie zapewnić "Pasom" nawet jednego punktu. W dwie minuty legioniści nie tylko odrobili straty, ale jeszcze ustalili wynik. Porażka tylko i wyłącznie na własne życzenie. Zapowiada się ciężki bój o przetrwanie. Wydaje się, że cała wiara w magicznej osobie Oresta Lenczyka.
Podobnie spisała się w dniu dzisiejszym Wisła. Rozbita kontuzjami "Biała Gwiazda", wyglądała w Bełchatowie jak zbieranina kopaczy, a nie główny faworyt do zdobycia tytułu mistrza Polski. Świetnie spisał się przymierzany do Wisły Dawid Nowak, który mógł strzelić o wiele więcej, niż jedną bramkę. Może warto było w kończącym się okienku transferowym, wysupłać grubą kasę na tego zawodnika... Z nowych nabytków Wisły ciekawie zaprezentował się Demba Baa. Nic ciekawego, poza jednym strzałem, nie pokazał natomiast Hristov, który jednak odbył z krakowską drużyna dopiero jeden trening. W obozie Wisły mogą mieć tylko nadzieję, że dojdzie do skutku transfer Makinwy i szybko wrócą do zdrowia Małecki, Brożek i Garguła. Wisła nadal znajduje się na fotelu lidera. Druga w tabeli jest Legia, która traci do Białej Gwiazdy już tylko 2 punkty...
piątek, 26 lutego 2010
Wszystko rozstrzygnie się w Krakowie
Koszykarki Wisły Kraków nie sprostały Frisco Sika Brno i przegrały drugie spotkanie ćwierćfinału Euroligi 72:87. Na uwagę zasługuje postawa 200 krakowskich kibiców, którzy byli słyszalni przez okrągłe 40 minut meczu, rozgrywanego w Brnie.
Spotkanie zaczęło się dobrze dla Wiślaczek, ale wraz z upływem czasu Brnianki grały coraz pewniej. Przełomowa była końcówka drugiej kwarty, w której drużyna Frisko Sica odrobiła 5 punktową stratę i dołożyła kolejne 5 oczek. Wraz upływem kolejnych minut wzrastała nieskuteczność Wiślaczek, która była główną przyczyną porażki. Przewaga gospodyń mogła być jeszcze wyższa, ale wyraźnie usatysfakcjonowane koszykarki z Brna, spuściły z tonu w ostatnich minutach spotkania.
Frisco Sika Brno - Wisła Can-Pack Kraków 87-72 (24-23, 19-15, 23-14, 21-20)
Stan rywalizacji 1:1. Decydujące spotkanie zostanie rozegrane w najbliższą środę w Krakowie.
Warto podkreślić, że oficjalna strona Frisco Sika określiła atmosferę w pierwszym meczu w Krakowie jako "krakowskie piekło". Podobnie powinno być w najbliższą środę w hali Wisły, która po raz kolejny wypełni się do ostatnie wolnego miejsca (nie tylko siedzącego).
Spotkanie zaczęło się dobrze dla Wiślaczek, ale wraz z upływem czasu Brnianki grały coraz pewniej. Przełomowa była końcówka drugiej kwarty, w której drużyna Frisko Sica odrobiła 5 punktową stratę i dołożyła kolejne 5 oczek. Wraz upływem kolejnych minut wzrastała nieskuteczność Wiślaczek, która była główną przyczyną porażki. Przewaga gospodyń mogła być jeszcze wyższa, ale wyraźnie usatysfakcjonowane koszykarki z Brna, spuściły z tonu w ostatnich minutach spotkania.
Frisco Sika Brno - Wisła Can-Pack Kraków 87-72 (24-23, 19-15, 23-14, 21-20)
Stan rywalizacji 1:1. Decydujące spotkanie zostanie rozegrane w najbliższą środę w Krakowie.
Warto podkreślić, że oficjalna strona Frisco Sika określiła atmosferę w pierwszym meczu w Krakowie jako "krakowskie piekło". Podobnie powinno być w najbliższą środę w hali Wisły, która po raz kolejny wypełni się do ostatnie wolnego miejsca (nie tylko siedzącego).
Wisła w Brnie walczy awans
Dzisiaj o godzinie 18 koszykarki krakowskiej Wisły powalczą o awans do Final Four Euroligi. Przeciwniczkami Wiślaczek będą koszykarki Frisco Sika Brno. Pierwszy mecz obydwu drużyn, Krakowianki wygrały różnicą 4 punktów, zatem w Brnie zapowiada się niesamowicie emocjonujące spotkanie. Niestety żadna ze stacji telewizyjnych w Polsce nie jest zainteresowana transmisją tego meczu i jedyna możliwość śledzenia widowiska, znajduje się na stronie klubu z Brna który zapowiada transmisje Live. Oto link do strony klubu z Czech: http://www.bkzabiny.cz/
Subskrybuj:
Posty (Atom)
